Showing posts with label Rabarbar. Show all posts
Showing posts with label Rabarbar. Show all posts

Monday, June 13

Kompot rabarbarowy


Czasem się zastanawiam jak to jest, że w pamięci mamy wyryte "pierwsze spotkania". I nie chodzi mi o spotkania z ludzimi (mam nadzieję pamiętać ich jak najwięcej) lecz... kulinarno-podniebienne. Rozumiem jeszcze zapamiętywanie takich "pierwszych kęsów" całkiem, a nawet wielce, niezwykłych (przynajmniej jak na tamten czas). Na ten przykład doskonale pamiętam pierwszego zjedzonego kalmara. Było to w Niemczech na licealnej wycieczce (w tym miejscu pragnę pozdrowić Madzię i Monikę, które to utrojstwo zamówiły, p.s. mówiłam, żeby lepiej postawić na halibuta ;). Rozumię również wspomnienia dań, które szczególnie nas rozbawiły - jak zupa cebulowa - Cipolla (pozdrowienia dla Świstaka :). Rozumiem takie, które szczególnie pokochaliśmy - ruskie pierogi w warszawskiej pierogarni, chłodnik na uczelni, lody pistacjowe z rodzicami w Ciechocinku, pleśniak cioci mojej siostry ciotecznej (pozdrowienia dla Eweliny, Oli i Doroty :). Albo takie, które kojarzą się nam z bliską osobą - tak jak mi nuggetsy z McDonalda, które moja przyjaciółka wiozła dla mnie aż z Torunia (tu pozdrowienia dla Ali i... Lekkiej ;). Ale czemu pamiętam pierwsze zetknięcie z rabarbarem? Zwłaszcza, że odbyło się ono stosunkowo dawno - powiem więcej, jest to jedno z moich najwcześniejszych wspomnień. Mieszkałam wtedy "na przedmieściach" - jeśli 3,5-tysięczne miasteczko może mieć przedmieścia ;) (później włączyli nas do miasta, a jeszcze później nawet asfaltową drogę załatwili ;). Za polem był dom (a raczej domo-stodoła), w której mieszkała starsza Pani. Nie pamiętam jej twarzy (tylko tyle, że do najszczuplejszych nie należała), nie pamiętam po co tam poszliśmy, ale pamiętam, że miała wnuczkę, która nosiła dramatycznie różowy plastikowy daszek (w tamtych czasach "szyk i moda";). I pamiętam, że któregoś dnia przyniosłam od niej rabarbar. Długie różowo-zielone łodygi - ni to owoc, ni warzywo. Dałam mamie i czekałam cóż z nich powstanie. I powstał - kompot :) Kompot, który do dziś bardzo lubię, który przyjemnie chłodzi swoim słodko-kwaśnym smakiem i który tak wyrył się w mojej pamięci. Zwykły kompot, ale wspomnienie niezwykłe :) 


Przepis:

składniki:
  • 4 łodygi rabarbaru
  • 1 litr wody
  • cukier do smaku (ja dałam chyba z 8 łyżek, bo lubię kiedy kompot jest słodki :)
przygotowanie:

Umyty i obrany rabarbar pokroiłam na kawałki. Gotowałam na wolnym ogniu do czasu aż się rozgotował i posłodziłam. Kompot spokojnie można rozcieńczyć wodą i koniecznie mocno schłodzić.

Smacznego!


Pozdrawiam serdecznie i życzę miłego tygodnia :)

Wednesday, May 11

Rabarbar pod kołderką z bezy i migdałowej kruszonki


Miała być tarta, ale przesadziłam z masłem i ... mi odpłynęła ;) Na szczęście troszkę ciasta zostało, dodałam mąkę razową i powstała kruszonka. Tylko nie wiem jak mam napisać na nią przepis skoro po prostu go nie znam? Podam tak na oko ;) Tak jak wczoraj obiecałam deser jest kwaśny i słodki, chrupiący i ciągnący się jednocześnie (to zasługa bezy - mniam :). A przede wszystkim jest śmiesznie prosty i szybki - za oknem taka piękna pogoda, że żal marnować czas na ślęczenie przy garach :) I jeszcze jedno - zjadając ten deser możemy się troszkę rozgrzeszyć - w końcu rabarbar to warzywo ;)


Zupełnie z innej beczki - mogłabym zaśpiewać "Od rana mam dobry humor ...", bo dowiedziałam się dziś (a cześciowo sama załatwiłam ;), że zapowiada się bardzo fajny weekend =D Choć poniekąd związany z pożegnanie ... Ale nie ma co się przedwcześnie zamartwiać :)


Przepis:

składniki: 
  • 4-5 łodyg rabarbaru
  • 7 łyżek cukru
  • 2 białka (miałam wcześniej zamrożone - świetnie się do tego celu nadają)
  • 2 szczypty soli
  • 2 łyżki cukru pudru (do bezy)
  • 2 łyżki mielonych migdałów
  • 50g zimnego masła
  • 3 łyżki mąki
przygotowanie:

Rabarbar umyłam, oczyściłam z włókien, pokroiłam na 1,5-2 cm kawałki i zasypałam 4 łyżkami cukru. Odstawiłam na pół godziny. Z mąki, reszty cukru, migdałów, szczypty soli i masła zrobiłam kruszonkę. Białka  ubiłam z cukrem pudrem i szczyptą soli na sztywną pianę. Dno formy wysmarowałam masłem, wyłożyłam odsączony rabarbar, na to pianę z białek i na koniec kruszonkę. Piekłam w temp. ok 200 st. przez ok. 20 min - aż kruszonka się zrumieniła. Deser jest pyszny ze śmietaną ubitą z sokiem pozostałym po odsączeniu rabarbaru.

Smacznego!

A to dopiero początek rabarbarowego szaleństwa :)
Pozdrawiam serdecznie i dziękuję za odwiedziny :)
 
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...